więc spleć palce z moimi palcami, prowadź i daj się prowadzić tam gdzie czeka nas czas, dobry czas..

rozmigotanie mozaikowatość nasza moja rozpacz że was tracę radość że jesteście oparcie nadzieje myśli naiwne na zawsze ukołysanie przemęczenie snubrak cygańskie spódnice cudspotkania (wszystko jak w wyobraźni dzieje się i czemu-mnie-to-nie-dziwi)

warszawa-kraków-bydgo - przeplatanka - pragnienie gdańska irracjonalne takie...


książkowość. pada ciężka potargana głowa.

właściwie to przez ten rok nic się nie zmieniło.
nie-ma 2007-04-30 22:09:52
skomentuj (3)
Dlaczego wszystko co robisz jest tylko dialektyką ziewającej pustki?*

Muminek zastanawiał się przez chwilę, czy zima w rzeczy samej nie jest wynikiem tego, że dziesięć tysięcy Buk siedziało na ziemi.

Przeprowadziłam się do pokoju Dzieci. Ich twarze patrzą na mnie łagodnie z morelowych ścian. Przytulanki, obrazki, książki, puzzle. Łóżko piętrowe i w nim puzzel mnie. Strzępek raczej. Puzzle zazębiają się z sobą nawzajem, idealne w swej puzzlowatości.
Za ścianą mój pokój. Puste półki, o których tak marzyłam, teraz przerażają. Ziejąca pustka, w której odbijam się ja. Na podłodze róża, ta jedyna, suszona od lat. Boję się dotknąć, w dłoni skruszeje. Gdzieś w kącie radosny papier w paseczki, w który owinięty był tomik kojącej, prostej poezji. Prezent piękny, z okazji któregoś ze słonecznych dni zimowych.
Nie chcę niczego przestawiać w tym pokoju, w tym sacrum moim, w tej zabałaganionej do niemożliwości jamce, którą dobrowolnie porzuciłam. Czasem tylko przybiegnę, musnę kilka przedmiotów, ale na żadnym nie pozostawię ciepła dotyku. Pogłaszczę pianino. Powiem: nie jesteś meblem, pamiętaj o tym.
Zagram.
Gram, gram, momentalny zachwyt, płomyk radości, mrowienie między łopatkami, tam, gdzie powinny wyrastać skrzydła. Chwytam za słuchawkę i jak kiedyś wykręcam numer, jak kiedyś – rzucone „posłuchaj”, słuchawka opada na pulpit i gram. Gram, gram, elastycznieją zdrewniałe palce. Tylko że… rzeczywistość ucina wyobraźnię jednym lodowatym ruchem. Głuchy telefon staje się symbolem. Urywane wysokie „pi” i już wiem, już pamiętam, że ta słuchająca, ta, co „jak kiedyś” i „na zawsze” przecież, ona jest za Oceanem. I być może właśnie Czuje-że-Żyje.
Cztery pomarańczowe punkciki ogarniam wzrokiem: marchewkowość marchewki w zębach, mandarynkowość martnesów majtających z piętrowego łóżka, jasna rudość książki na poduszce i słoneczność witaminy C na stoliku. Cztery punkciki jak cztery strony świata, mojego świata małego.
(małymi literami i w nawiasie powiem, że taka samotność powszednia o szarych oczach, samotność umiarkowanie smutna, smutno umiarkowana. wyważona..?)
W pokoju Dzieci nie ma zegara. Książki odmierzają czas… nie, nie chcę czasu, nie! (bieganie, gadanie do siebie, gryzące ściany, upiorne cienie, chrzęst zacinającej się kasety, lecące z rąk naczynia, gubienie Wszystkiego, rozbieganie oczu, gryzienie warg, pa.ra.no.je. nosi mnie, obłęd, zimno, duszno, otwórz okno, obłęd, oszaleję)
Wystarczy mi Czekanie. Na listonosza, na świst czajnika *piję kolejną szaloną herbatę* na apokalipsę, na odwilż. (a śnieg taki piękny, białospokojny..)
I nie ma z kim pokonywać tysiąca Buk. Sen zimowy, zakręć pozytywką raz jeszcze...

Otwarty kalendarz. Dwie stroniczki to tydzień, a widzisz, nie dwa dni – nie mogę się przyzwyczaić, czas jakby szybciej płynął i jakby wolniej, bo rzadziej przewracam kartki.
Zaledwie osiem wstecz i już jest wir wśród przytulonych do siebie kamienic na wąskich uliczkach, już jest śmiech donośny najdonośniejszy i najszczersze wykrzyczane życzliwością „Buon Anno!”. Kolorowa mozaika Nas, gdzieś w tłumie zielony kapelusz Włóczykija i My, zaplątane w szalikach czapkach rękawiczkach, a nad nami katedra przyprawiająca o zawrót głowy i niebo tak intensywnie niebieskie, że w środku przyjemny ból kłuje i oczy zmruż, zmruż oczy. A potem obiad przy okrągłym stole z całą naszą rodziną poszerzoną, włosko-angielsko-francusko-rumuńsko-włoska jakże urocza papka komunikacyjna, i uśmiechy międzynarodowe i te bardzo włoskie nad parującą lazanią i soczewicą, a jak jej dużo zjesz, to będziesz miał dużo pieniędzy w Nowym Roku uwierz staremu Włochowi, co okiem do ciebie mruga Oczy włoskie czarne i błyszczące, beztroski śmiech gromki, a w tle Verdi w koncercie noworocznym z wiedeńskiej filharmonii transmitowany na całą noworoczną Europę…

Osiem stron do przodu.

(Dzieci, wróćcie, pójdziemy na sanki…)


*napis na murze znaleziony w Gdańsku. świdruje za każdym razem, gdy przechodzę obok.

nie-ma 2006-02-22 15:25:46
skomentuj (16)

plum!

::opowiedz mi bajkę::




2007
kwiecień
2006
luty
styczeń
2005
listopad
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



(nieporadny dizajn by Irlandia)
The current mood of malinowa at www.imood.com